Prawdopodobnie w życiu każdego z nas są takie momenty, kiedy przytłacza nas wiele spraw - zawodowych, prywatnych, związanych z naszymi planami na przyszłość. Narzucamy sobie zbyt dużo obowiązków, którym nie zawsze jesteśmy w stanie podołać, co wywołuje frustrację i wewnętrzne zniechęcenie. Jesteśmy osłabieni, czy wręcz zatruci niepowodzeniami. W takich chwilach warto zresetować się i na kilka dni zmienić otoczenie fundując sobie krótki, choćby weekendowy wyjazd.
Przez długi czas przeżywałam podobne rozterki tłumacząc się sama przed sobą, że odzyskam energię i radość działania po kolejnym sukcecie. Maniakalnie podejmowałam się co raz to nowych zadań, których wypełnianie wcale nie sprawiało mi staysfakcji, wręcz odwrotnie - pogłębiało moje zartucie.
W pewnym momencie powiedziałam STOP.
W pewnym momencie powiedziałam STOP.
Aby przerwać błędne koło sukcesów, które nazywałam porażkami, postanowiłam wybrać się na wycieczkę do Gdańska, miejsca, gdzie zawsze najlepiej mi się odpoczywało. Zwiedziłam to miasto już kilkakrotnie i po chwili od kiedy poczułam pierwsza ekscytację na myśl o podróży, przypomniałam sobie, że znam to miejsce już na pamięć, gdzie mogłabym więc tam odpocząć? Dokładnie wtedy zrodził się pomysł na bloga. Doszłam do wniosku, że odpoczynek, który tak łatwo przychodził mi w Gdańsku wcześniej płynął ze wspaniałej świadomości, że jest tu tyle do zobaczenia, a ja nadal nie wiem o mieście wszystkiego i ciągle mogę je stopniowo badać i zwiedzać. Postanowiłam więc sprawdzić, czy w miejscu, które pozornie znam na wylot, zostało jeszcze coś do odkrycia. W ten sposób zaczęłam patrzeć na Gdańsk jako na miasto pełne tajemnic i mimo swojej turystycznej przystępności nadal tajemniczo nieoczywiste.
Wzięłam więc dwa dni wolnego i rozpoczęłam podróż po Rzeczpospolitej Nieoczywistej.
O efektach będę informować w kolejnych wpisach. Przystanek numer jeden - Gdańsk.
O efektach będę informować w kolejnych wpisach. Przystanek numer jeden - Gdańsk.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz