wtorek, 13 marca 2018

Gdańsk Oczywisty

Jak zawsze przed wyprawą, na której chcę zwiedzać miejsca nie odkryte, przypominam sobieo tym, co jest już znane. Robię to, aby nie trafić znów na te same zabytki, które znamy już wszyscy z historii, zdjęć znajomych czy Internetu. Nie to, że mam coś przeciwko – dokładnie odwrotnie! Oczywistym jest, że to, co najpiękniejsze, największe, najbardziej spektakularne zawsze będzie najłatwiejsze do znalezienia,
a przez to najpopularniejsze. Nie zrozumcie mnie jednak źle – popularność nie odbiera przecież atrakcyjności, dokładnie tak samo, jak nie-popularność. Lubię przypomnieć sobie też o charakterze miejsca do którgo się wybieram, jego historii, przejściach i efektach, jakie przyniosły. 
Uporządkujmy sobie jednak te Sprawy Oczywiste, aby trafić w te mniej znane miejsca. Miastem, które odwiedzę jako pierwsze jest Gdańsk – niespełniona miłość, miejsce które pokochałam pojawiając się tam po raz pierwszy w wieku kilku lat na koloniach. Tamta pierwsza wycieczka, a także kilka kolejnych sprawiło, że zakochałam się we wszystkich wieżowcach, płytach na Długim Targu, kamienicach na Mariackiej i historii, która nieśmiało wyłaniała się z każdego rogu tańcząc z nowoczesnością w harmonii, którą gdzie indziej trudno byłoby osiągnąć. Jako kilkuletnie dziecko łatwo uległam temu urokowi, tworząc sobie w głowie obraz z kilku miejsc/wspomnień/budynków, które dla mnie powinny być tam wieczne. Tym sposobem pierwszym symbolem, jaki pojawia się, kiedy myślę o Gdańsku jest Szkolne Schronisko Młodzieżowe na ulicy Wałowej. To tam zawsze nocowaliśmy z moimi rodzicami, którzy byli opiekunami
i bandą dzieciaków, które często miały problem z trafieniem do swojego pokoju. Trochę zieleni, ciemna cegła, z której budowane było schronisko, tablica przy ogrodzeniu, betonowe boisko i skrzypiące schody do kuchni w piwnicach kojarzą mi się do tej pory jako gwarantujące dobrą zabawę. Czujecie już ten letni, beztroski nastrój?
Drugim symbolem stał się dla mnie Hotel Heweliusz. W czasach, kiedy go widywałam, był to niezbyt piękny, żółty wieżowiec, na tyle jednak charakterystyczny, że wbił mi się w pamięć jak szpilka pod paznokieć. Czasami siadywałam na oknie w pokojach na ostatnim piętrze schroniska i zastanawiałam się, jaki wspaniały widok musi rozciągać się z tamtego budynku po zmroku. Z każdego miejsca w mieście sprawdzałam, jak widać tego żółtego kolosa, a kiedy wiedziałam, gdzie jest, czułam się jakoś dziwnie bezpieczna. Dla kilkulatki również nazwa była łatwa do zapamiętania – niespotykane, a jednak nietrudne do wypowiedzena słowo, którego nie znały inne dzieciaki w klasie.
Ostatnim symbolem jest Sołdek – muzeum na wodzie po „drugiej stronie Motławy”. Nie kojarzy mi się on jednak pozytywnie – jest raczej wspomnieniem, które brzęczy jak łańcuchy, które utrzymują statek przy brzegu. Może spowodowane to było tym, że nie bardzo rozumiałam, po co biegamy po statku, który nawet nie pływa i musimy słuchać tych śmiesznie ubranych marynarzy. Tak, jako kilkuletnia dziewczynka uważałam, że czarne mundury i białe czapki  są komiczne. Szczególnie bawiło mnie to, że panowie cały czas byli nienaturalnie wyprostowani, co przecież musiało być niesamowicie niewygodne. Dopiero z wiekiem zaczęłam doceniać taką postawę u mężczyzn. W efekcie Sołdek wspominam chyba ciągle z lekkim niezrozumieniem i ciekawością.



Niewiele pamiętam z opowiadanej wtedy historii Gdańska. Wszystkie moje pobyty tam przepełnione były pozytywnymi emocjami, nie skupiałam się na zapamiętaniu tego, kiedy wybudowano Dwór Artusa
i dlaczego jest Brama Nizinna jest nizinna. Zróbmy sobie skróconą powtórkę z historii.
Ze względu na położenie u ujścia Motławy do Wisły i w bliskim sąsiedztwie morza, Gdańsk zawsze cieszył się popularnością. Początkowo zamieszkiwany przez ludność słowiańską i rządzony przez książąt pomorskich, stopniowo przyjmował z zachodu kolejne rzesze kupców i rzemieślników wędrujących bardzo popularnym szlakiem handlowym. Dzięki atrakcyjności płynącej z położenia, Gdańsk uzyskał prawa miejskie w 1237 r. dzięki księciu Świętopełkowi II. Jego syn, Mściwój II, zawarł w 1282 r. pakt, w którym przekazywał swoją ziemię księciu Wielkopolski, Przemysłowi II. Na mocy tego paktu stało się możliwe przyłączenie Pomorza Gdańskiego do Polski. W 1308 r. Brandenburczycy zajęli miasto. Gród w tamtym czasie broniony był przez kasztelana Boguszę. Na pomoc w walce z Brandenburczykami wezwani zostali wtedy Krzyżacy. Niestety, ci uznali miasto za warte ich czasu i środków, więc zdobyli gród. Po zajęciu zamku dokonali tak zwanej „rzezi Gdańskiej”.
Mimo jarzma, jakie zakon nałożył na mieszkańców miasta, to za ich panowania powstał między innymi Wielki Młyn, najpotężniejsza budowla portowa, którą podziwiać możemy do dziś. Równie wymierne korzyści dawał Gdańskowi Związek Miast Hanzeatyckich, do którego miasto należało w latach 1361 – 1669. Spichlerza Hanzy strzegł symbolicznie lew, który później w parze z kolegą z gatunku stał się elementem herbu Gdańska, po raz pierwszy pojawiając się na pieczęci w 1457 r. Wcześniej herbem były dwa srebrne krzyże na czerwonym polu, przyjęte jako herb podczas panowania krzyżackiego.
Po druzgocącej klęsce Krzyżaków pod Grunwaldem 1410 r. Gdańsk opowiada się za królem Polski, jednak ostatecznie zakon zostaje wypędzony z Gdańska w 1454 r. Kazimierz Jagiellończyk przyłącza oficjalnie Gdańsk do Korony, a mieszkańcom nadaje liczne przywileje. Najważniejszy z nich, Wielki Przywilej, zwany też subsydiarnym, gwarantował zniesienie wyładunku towarów transportowanych
z Polski, Litwy i Rusi w komorach celnych. Król zniósł też cło funtowe, które ustanowione przez Krzyżaków, stało się powodem niezadowolenia gdańszczan. Zdjęcie narzuconych przez Krzyżaków ceł zaskarbiło królowi wdzięczność miasta, które odtąd w herbie ponad srebrnymi krzyżami dumnie nosiło Jagiellońską koronę.


Po II rozbiorze Polski miasto niestety nie było już w stanie bronić się, jak w przypadku Potopu Szwedzkiego i w 1807 r. poddało się Francuzom, zyskując status Wolnego Miasta Gdańska. Niestety, tylko do 1814 r., po którym kolejne 40 lat określane jest jako czas wielkiego kryzysu dla miasta.
W 1919 r. Gdańsk zyskuje miano Wolnego Miasta, nad którym pieczę sprawuje Liga Narodów.
W latach 30 XX w. w Gdańsku nasilił się terror i rosnący faszyzm, a w 1939 r. to właśnie tam rozpoczęła się II Wojna Światowa, kiedy pancernik Schlezwig-Holstein ostrzelał polską załogę wojskową pod wodzą majora Henryka Sucharskiego na Westerplatte. W 1945 r., tuż przed zakończeniem wojny, Gdańsk został zmieniony w płaskie pole pełne szczątków niegdyś pięknych budowli. Na szczęście niedługo potem rozpoczęły się prace mające na celu odbudowanie miasta, co działo się przez kolejne lata, doprowadzając Gdańsk do dawnej świetności.
Dopiero rok 1970 pozostawił rysę na obliczu miasta, które stał się synonimem braku pokory
i niezłomności, a które ponad wszystko ceniło własną wolność. Wtedy to w grudniu otworzono ogień do strajkujących robotników, których do dziś upamiętnia Pomnik Poległych Stoczniowców, zwany również Trzema Krzyżami, przy wejściu do Stoczni Gdańskiej.
Dzięki tej nie - pokorze Gdańsk, a konkretnie „gdański sierpień” 1980 r. stał się początkiem rozpadu powojennego porządku w całej Europie. Strajki które zakończono podpisaniem Porozumień Sierpniowych w Stoczni, spowodowały, że mapa polityczna kontynentu zaczęła kształtować się na nowo. Lech Wałęsa, który został I Prezydentem III Rzeczpospolitej oraz otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla, stał się dzięki temu nie tylko symbolem Gdańska, ale również przemian politycznych w całej Europie.
W 1997 r. Gdańsk uroczyście obchodził tysięczną rocznicę powstania miasta, czcząc swojego patrona, Św. Wojciecha, za sprawą którego tysiąc lat temu po raz pierwszy odnotowana została nazwa grodu nad Motławą. Otwarty na świat Gdańsk był na przestrzeni swoich długich dziejów miastem wybitnie europejskim. Stara łacińska sentencja umieszczona na wielkim herbie miasta brzmi: "Nec temere, nec timide", czyli "bez strachu, ale z rozwagą", co obrazuje charakter miasta, jego temperament i wspomnianą wyżej nie – pokorę, która mimo ogólnie negatywnego znaczenia, temu miastu nadała wyjątkowe usposobienie do dziś przyciągające turystów z całego świata.

W ten właśnie sposób turyści myślą o Gdańsku – jako o mieście z bogatą historią, kulturą i ofertą turystyczną. Zaczynając od Długiego Targu, przez ul. Mariacką, Żurawia nad Motławą, piękny ratusz, Kościół Mariacki, aż do Stoczni i Parku Oliwskiego, miasto zachwyca.
          Lekkim rozczarowaniem do "odkrywcy" było również to, że wszędzie, gdzie się nie obejrzeć, czekają restauracje, które bez problemu można znaleźć w każdym większym polskim mieście. Poza barem mlecznym Neptun na Długiej, który przyciąga świetnymi domowymi obiadami i cenami, które ucieszą studentów jak kieszonkowe za obecność na wykładzie, gdzie się nie obejrzeć sieciowa pizza, kebab i burger. Strasznie psuje to klimat miejsca które z założenia miało być niepowtarzalne. O tym, co znalazłam szukając czegoś nieoczywistego, już w kolejnym wpisie.



Źródła:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz